
Co jakiś czas Mazurska Służba Ratownicza w Okartowie na Mazurach dzieli się z nami ciekawymi informacjami związanymi z historią tego regionu. Tym razem snują opowieść o dawnej twierdzy Schlossberg nad Śniardwami i niezwykłych ciekawostkach na jej temat.
Pomiędzy zatokami Tuchlińską a Chudzicką, na północnym brzegu największego polskiego jeziora na Mazurach, natura powoli zaciera ślady dawnego fortu. Schlossberg, bo o nim mowa, to nie tylko malowniczy półwysep. Jak przypomina Mazurska Służba Ratownicza, to miejsce o niezwykłym ładunku historycznym, gdzie pruska przeszłość miesza się z krzyżacką strategią i powojenną zagadką archeologiczną.
Strażnica na styku lądu i wody
Półwysep Schlossberg (Zamek) położony jest około 2,5 km od Stacji Mazurskiej Służby Ratowniczej. Dziś to oaza spokoju, ale przed wiekami pulsowało tu życie dawnych Prusów. Grodzisko ulokowane było na dwóch sąsiadujących pagórkach o wysokości około 5 metrów, które górowały nad taflą Śniardw, zapewniając idealny punkt obserwacyjny.
W czasach ekspansji Zakonu Krzyżackiego, dawne grodzisko zostało zaadaptowane na potrzeby nowej machiny wojennej. Powstała tu strażnica typu Wachthügel, która stała się kluczowym elementem systemu wczesnego ostrzegania. Zadaniem stacjonujących tu strażników była obserwacja terenu i ochrona przed najazdami Litwinów na zamek w Okartowie. Komunikacja odbywała się w sposób widowiskowy i błyskawiczny – za pomocą sygnałów ogniowych i dymnych przesyłano wiadomości pomiędzy zamkami w Okartowie oraz Piszu.
Na kartach historii. Od Hennenbergera do Narońskiego
Choć Schlossberg może wydawać się dziś zapomniany, kronikarze i kartografowie od wieków odnotowywali jego istnienie. Pierwszy raz miejsce to pojawiło się na mapie Caspara Hennenbergera z 1576 roku. Autor zaznaczył tam charakterystyczny kopczyk z krzyżem, opisując go jako wzgórze, na którym dawniej wznosił się zamek. Co ciekawe, Hennenberger oznaczył nad Śniardwami więcej takich punktów, co sugeruje, że brzeg jeziora był niegdyś silnie ufortyfikowany.
Niemal sto lat później, w 1660 roku, legendarny kartograf Józef Naronowicz-Naroński potwierdził te zapisy na swoich planach. W legendzie jego mapy odnajdujemy wymowny opis, który po przetłumaczeniu brzmi: „zniszczona góra zamkowa”. Już wtedy grodzisko było ruiną, a pamięć o jego pierwotnych mieszkańcach zaczynała blaknąć.
Wojenne okopy i rzymskie wpływy
Prawdziwy przełom w badaniu Schlossbergu przyniósł rok 1948, kiedy to archeolog Jerzy Antoniewicz dokonał inwentaryzacji stanowiska. To, co odkryto w kolejnych miesiącach, zaskoczyło badaczy. Historia tego miejsca okazała się znacznie starsza, niż przypuszczano.
Z zachowanej korespondencji z 1949 roku wynika, że na terenie grodziska odkryto grób kobiecy z III wieku n.e., czyli z okresu wpływów rzymskich. To odkrycie było możliwe dzięki… tragicznej historii II wojny światowej. Jesienią 1944 roku, przygotowując się do obrony przed Armią Czerwoną, niemieccy żołnierze wykopali na wzgórzu rowy strzeleckie. To właśnie jeden z takich okopów przeciął starożytne miejsce pochówku, odsłaniając jego zawartość.
Podczas badań Antoniewicza w 1949 roku wydobyto: 27 fragmentów ceramiki, brązową zapinkę i fragment bransolety, drobne, przepalone kości. Wszystkie te artefakty trafiły do Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie, gdzie do dziś figurują w księgach inwentarzowych.
Zagadka zaginionego kamienia
W całej tej historii pozostaje jednak bolesna luka. Jak podają źródła, w tym relacje przytaczane przez ratowników MSR, przy grobie odnaleziono również kamień żarnowy. Z dokumentacji z grudnia 1949 roku wynika, że artefakt ten został zabezpieczony w budynku Szkoły Podstawowej w Tuchlinie.
Kiedy jednak współcześni badacze i pasjonaci historii zwrócili się do olsztyńskiego muzeum z pytaniem o ten przedmiot, okazało się, że szkoła nigdy go nie przekazała. Kamień żarnowy z III wieku naszej ery – niemy świadek codziennego życia dawnych mieszkańców Mazur – przepadł bez wieści. W muzeum brakuje również szczegółowej dokumentacji terenowej z tamtych lat, co jeszcze bardziej utrudnia rekonstrukcję wydarzeń.
Czy znasz tajemnicę Schlossbergu?
Dziś Schlossberg to miejsce, które czeka na ponowne odkrycie. Mazurska Służba Ratownicza oraz miłośnicy regionu stawiają otwarte pytanie: co stało się z zabytkiem z Tuchlina? Może kamień żarnowy wciąż spoczywa w zapomnianym szkolnym schowku, a może zdobi czyjś przydomowy ogródek, nieświadomie traktowany jako zwykły głaz?
Każda informacja o losach tego przedmiotu lub o samej „Górze Zamkowej” jest na wagę złota. Historia Mazur to wciąż w dużej mierze biała plama, którą możemy wypełnić tylko dzięki czujności i pamięci lokalnej społeczności.






Serwis mazury24.eu nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy i opinii. Prosimy o zamieszczanie komentarzy dotyczących danej tematyki dyskusji. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.
Artykuł nie ma jeszcze komentarzy, bądź pierwszy!